Rozdział 2

9 | dodaj
Zastanawiałam się, co zrobimy, jeśli okaże się, że Hadesa już nie ma? Może nie będzie też Persefony? I Tanatosa? (jego będzie najtrudniej znaleźć) Co jeśli zostanie tylko jedno z nich? Co jeśli bez władcy podziemia umarli (znowu) będą mogli wracać do żywych? Jak my to wtedy powstrzymamy? Było tyle pytań. Zamyśliłam się i nie zauważyłam, co się stało. Obok mnie usiadł Christopher, syn Ateny. Mógł mi pomóc, jeśli był taki mądry, jak mówią. Rozmyślałam dalej, czekając aż powie po co tu przyszedł. Ale on tylko siedział i nic nie mówił. Kiedy już chciałam zapytać, powiedział: 
- Zastanawiałem się, co będzie jeśli odkryjemy, że Zeus już porwał bogów.- hm, dobrze, że o tym rozmyślał, może mi coś podpowie.
- No i co wykombinowałeś?
- I tak tylko sprawdzamy, ilu już nie ma. Najtrudniej będzie, jeśli trafimy akurat na próbę porwania. Jeśli ich nie będzie, to szukamy dalej, jeśli będą to ich ostrzeżemy. Najpierw sprawdźmy braci Zeusa. Oni są najpotężniejsi, więc to na nich powinniśmy się skupić. Potem poszukamy pozostałych. Teraz jesteśmy w drodze do Hadesu, więc potem jedziemy nad morze, do Posejdona. Co o tym myślisz?- zastanowiłam się. To było bardzo rozsądne posunięcie. 
- Dobry pomysł! Myślę, że możesz mi pomóc obmyślać plan.
   Siedzieliśmy i zastanawialiśmy się nad możliwymi posunięciami. Prawie wszyscy już się obudzili.- jeszcze tylko czterdzieści minut, ten czas tak szybko zleciał. Tylko te czterdzieści minut dzieliło nas od zejścia do Hadesu. 
   Wreszcie, koniec bezczynnego siedzenia! Niestety, to oznaczało, że byliśmy coraz bliżej. 
   Podjechaliśmy pod same drzwi. Podziękowaliśmy kierowcy i weszliśmy do środka. Na szczęście Charon nadal tam był. Uff... poczułam się trochę lepiej. 
   Podpływaliśmy łodzią na raty. Po trzech herosów na raz... Na szczęście ja byłam w pierwszej trójce. Kiedy wyszłam z łodzi, poczułam, że coś jest nie tak. Rozejrzałam się. Był ze mną Christopher i Percy. Obaj już wyczuli to zło w powietrzu. Może to Erynie? Nie... to nie one. Napewno nie. To co? Nic nie było widać. Ta bezradność wobec tego czegoś czającego się w cieniu doprowadzała mnie do szału. W końcu przypłynęła druga grupa. Ohhhh... byłam zdenerwowana, chciałam jak najszybciej opuścić to miejsce, a jeśli ta łódź będzie nadal tak wolno pływać, to... uhhh. Trzecia grupa. Podeszłam do Charona:
- Ehm, możesz pływać odrobinę szybciej? Bo wiesz, trochę się hm, spieszymy.
- A kim ty niby jesteś, żeby mi rozkazywać?!
- Ja no wiesz, po prostu- rozejrzałam się, nikogo nie było- jestem jakby nie patrzeć, troszkę wyżej od ciebie.- zastanowił się chwilę-
- Dobrze, rozumiem.
- No to pośpiesz się trochę.- starałam się zrobić miłą minę, ale chyba mi nie do końca wyszło, bo Charon skrzywił się i odpłynął. No cóż, wszyscy wiedzą, że nie jestem dobra w takich rzeczach. Chciałam od razu się przenieść do pałacu, ale postanowiłam, lepiej, żeby na razie nie znali moich zdolności.
   Wreszcie wszyscy się zebraliśmy. Postanowiliśmy od razu pójść w stronę pałacu przez Łąki Asfodelowe. Stanęliśmy w kolejce do zejścia bezpośredniego. Zauważyłam, że Cerber obwąchuje Cassandrę. Pomyślałam... nawet nie pomyślałam, tylko podbiegłam do niej i powiedziałam:
- Czaromowa!- na początku nie załapała, ale zaraz potem powiedziała w stronę psa:
- Cerberze, zostawisz nas w spokoju i pozwolisz nam bezpiecznie przejść.- szybko pobiegliśmy do pałacu. Przepychaliśmy się przez skrzeczących i piszczących zmarłych. Biegliśmy, nie najszybciej, ale biegliśmy. W końcu byliśmy przed drzwiami wejściowymi. Stałam na przedzie. Dopiero teraz zauważyłam, że wszyscy idą za mną. Uznają mnie za swoją przywódczynię? Po wizycie w zamku na pewno zmienią zdanie. 
   Weszliśmy do sali tronowej. Na szczęście siedział tam Hades. Uff... jedno zmartwienie mnej. Ale zdawał się być nieco przygnębiony. Podeszłam do niego i zapytałam:
- Hadesie, mój panie, dlaczego jesteś smutny?- to nie było mądre posunięcie, powinnam była to zostawić Chrisowi.
- Oh, witaj Madison, moja córko.- wszyscy spojrzeli na mnie. Czułam się jak jakieś dziwadło. Chciałam zapaść się pod ziemię i może bym się zapadła, gdyby nie to, że Hades kontynuował- Pewnie przyszliście, aby ostrzec mnie przed zamiarami Zeusa. Niestety sam już się dowiedziałem. Porwał Persefonę i powiedział, że zwróci jej wolność tylko, jeśli się poddam, a i dał mi czas do... do dzisiaj. Jeszcze nie wiem, co zrobię. Jeśli się poddam, ona będzie wolna, ale i tak jej nie odzyskam. Chciałbym móc ją uratować w inny sposób. Ale niestety...
- Ale niestety nie masz już czasu!- rozpoznałam ten głos, ale to było niemożliwe... nie... obwróciłam się.
   To, co zobaczyłam, przeraziło mnie, a niełatwo mnie przestraszyć. Ku na szedł Zeus, wokół niego połyskiwały pioruny, latały duchy wiatru, a tuż obok niego... obok niego stał Jason. Staliśmy i patrzyliśmy się na siebie. Jak każdy inny heros nie potrafiłam wytrzymać, więc zaatakowałam.

Rozdział 1

8 | dodaj
Kiedy się obudziłam, zobaczyłam coś dziwnego. Zobaczyłam idącą w kierunku naszego obozu dziewczynę, może czternastoletnią. Wstałam i czekałam, aż podejdzie. Stanęła przede mną i powiedziała:
- Cześć, jestem Amanda Blue, córka Posejdona. Przychodzę z Obozu Herosów i...- nagle spojrzała na prawo i podbiegła do jednego z chłopaków, którzy już się obudzili. Popatrzyła na niego chwilę i zapytała:
- Percy?
- Am, kto cię tu przysłał?
- Hmm... no więc, to był chyba Jason, a co?
- To oznacza, że jesteś nie po tej stronie, co trzeba.
- Ale jak to? Przecież on nie jest zły. Mówił, że to wy jesteście źli i chcecie obalić bogów.- dobra, niby podsłuchiwałam, ale przez to mogłam pomóc Percy'emu.
- Amando, czy ty w ogóle wiesz, o co chodzi?
- Nooo... Jason mi powiedział, że odłaczyliście się od innych półbogów i chcecie obalić Olimp.
- To, co ci powiedział Jason, to nieprawda. Ogólnie chodzi o to, że Zeus i kilkoro półbogów uwięzili pozostałych olimpijczyków. Pan Nieba chce władać nie tylko nad niebem, więc będzie musiał zabrać wszystkim bogom moce.- przekazałam jej prawdziwą wersję wydarzeń i nie było to ani trochę wyolbrzymione. Rozumiecie teraz sytuację? Percy powiedział:
- Am, ehm, wiem, że to dziwnie brzmi, ale tak właśnie jest.
- Eee... jeśli Percy się z tym zgadza, to znaczy, że to prawda. Tak bardzo chciałabym wierzyć Jasonowi... on, on nie jest zły, może ktoś go oszukał...
- Tak jak on ciebie?- powiedziałam. To był chyba błąd. Z jej oczu popłynęły łzy. Nie chciałam, żeby zaczęła tu płakać, bo musielibyśmy ją uspokajać. Na szczęście Percy podszedł do niej i zaczął ją pocieszać. Jeszcze popłakała, a potem trochę się uspokoiła. Powiedziałam:
- Weź się w garść dziewczyno! Nie pozwól, żeby jakiś chłopak mówił ci, co masz robić!
- Ja... wiesz co? Pójdę do niego i zapytam, czemu nie powiedział mi prawdy.- byłam zadowolona, że chociaż trochę ją przekonałam. Trochę żal mi było tej dziewczyny. Może przy następnym spotkaniu coś się zmieni. Pożegnała się i poszła. Zastanawiałam się, jak nas znalazła, ale może Jason, jako syn Zeusa, mógł poprosić tatę o informacje dotyczące miejsca naszego pobytu? Jeśli to prawda, to się przed nimi nie ukryjemy, ale tym będziemy się martwić później. Postanowiliśmy sprawdzić, ilu bogów porwał już Zeus i jego pomocnicy. Więc kiedy Amanda odeszła, ruszyliśmy na zachód, do Podziemia. Wędrowaliśmy cały dzień, więc około dziewiątej zatrzymaliśmy się w motelu. Nie wiedzieliśmy, jak podróżować dalej. Jeśli całą drogę przebędziemy pieszo, nie będziemy mieli siły na walkę z potworami. Nie mogliśmy podróżować autostopem, bo jak: dwudziestka dwunasto, trzynasto, czernasto i szesnastolatków samotnie, przez pół Ameryki? Nie mogliśmy podróżować wodą, bo jej tam nie było, ani niebem, ponieważ to królestwo Zeusa. W końcu postanowiliśmy pojechać autokarem. Zamówiliśmy autokar dla wycieczki szkolnej do studia nagraniowego. Kierowca był trochę zdziwiony, że jedziemy bez nauczycieli, ale jakoś to wytłumaczyliśmy. A więc jechaliśmy, a to oznaczało jakieś czterdzieści godzin nudy. 
Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.