- Nie ruszaj się!- i pobiegłam na potwora. Dobyłam miecza i zamieniłam go w złoty pył. Podeszłam do chłopaka i uklękłam obok niego. To był James, jeden z naszych. Powiedział:
- Przepraszam, nie widziałem go, zaskoczył mnie.
- Nic się nie stało, musisz odpocząć. Napij się nektaru.- podałam mu manierkę, rada, że spakowałam ją przy ucieczce. Kiedy pił, widać było zasklepiające się rany na nodze i to poprawiło mi nastrój. Nadal jednak byłam zła na Zeusa za te potwory, nic nie mogło sprawić, że moja nienawiść zniknie. Wtedy przez niego zginęło wielu naszych sojuszników i to było to. Właśnie to sprawiło, że rozwścieczona wrzasnęłam w niebo:
- Zeusie! Nienawidzę cię!- odpowiedziała mi błyskawica, która zapaliła pobliskie drzewo. Ogień zaczął się rozprzestrzeniać, więc razem z Jamesem zaczęliśmy biec i ostrzegać innych. Chcieliśmy jakoś powstrzymać ogień, więc poprosiłam Percy'ego, aby się tym zajął. Po ugaszeniu pożaru wszyscy zebraliśmy się przy wejściu do lasu i ustaliliśmy plan działania. Rozpaliliśmy ognisko i położyliśmy się przy nim, a ja miałam pierwszą wartę.